Marcin XC video blog
 
Main menu
Home
Movies 2007
Movies 2006
Movies 2005
Stories 2005
Links
About
Polls
I download (Sciagam):
Youtube
Small avi ~320x240
576p or DV, (1024x576)
720p (1280x720)
1080i (1920x1080)
  
Stats

Time: 05:54
Members: 2
Hits: 6
WebLinks: 14
Visitors: 55521
Designed by MK
Home
Stories 2005
Stories 2005
Wycieczka z Laby
User Rating: / 4
PoorBest 
Wednesday, 03 May 2006

Górka

Laber to niewielka, jak na ogrom Alp, górka na północym skraju niemieckich "Ammergauer Alpen". Jest ona w wiele mniej znana od słynnej Tegelberg u której stóp leży slynny zamek Neuschwanstein> Ludwiga II Startowisko ma zdecydowanie "sportowe" nachylenie a przedpołudniowej termiki szukać trzeba pakując sie od razu po starcie na zawietrzną. Powoduje to, że w przeciwieństwie do Tegelbergu nie ma godzinnej kolejki do startu. Z drugiej strony Laber oferuje znacznie lepsze "połaczenia" przelotowe w głąb Alp. Znane są loty do Szwajcarii, Włoch czy 160-kilometrowe trójkąty FAI.

Z Laber w 2003 wykonałem moj pierwszy przelot po Alpach. W zeszłym roku przy wspaniałych warunkach doleciałem do miejscowości Landek i z przy próbie powrotu pod wiar "dałem w glebę" zatrzymany przed brutalny wiatr w dolinie Innu. W tym roku miałem wiecej szczęścia.

Lot

Z Augsburga do stacji kolejki linowej mam co prawda półtorej godziny jazdy samochodem, jednak budzik nastawiłem na 6:00. Lepiej wjechac jedną kolejka za wcześnie niz za poźno. O 9:40 rano jesteśmy wraz z Wojtkiem Chylą na starcie. Pojawiają sie pierwsze kłaki nad szczytem. Startowisko jest zasypane mokrym sniegiem i miejscowi glajciarze odkopali tylko kilka metrow trawy. Glajty rozkładamy na scieżce, tak by zostało jeszcze miejsca na kilka kroków rozbiegu.

Start, wlot na zawietrzną i wykretka. Jest dopiero 11:15 a noszenie dochodzi do 6m/s. Potem znany szlak szczytów prowadzący dookoła Zugspitze: Notkar, Kreutzspitze i Daniel. Noszenia w głebi masywu są silne i dość sportowe w na poziomie szczytów (~2500m) jednak rozmywają się do poszarpanych zerek na 3000m. Tak jak zapowiadała austriacka progranoza - górą naplynęło cieple i suche powietrze, które utworzyło silną warstwę inwersyjna. W okolicach góry Daniel spadam na 1700m i jestem w miejscu praktycznie bez możliwości lądowania. Podejmuję decyzję przebicia się przez duszenia pod aktywny mimo wczesnej pory wiatr dolinny na nasłonecznione zbocza. Na gps-ie 20km/h i chwilami -5m/s w dol. Z zaciśniętymi zębami wciskam 2/3 speeda i nisko nad zboczem usiłuję nie pozwolić turbulencjom zwalic mi skrzydła na głowę. Udało się i południowa sciana Daniela wręcz katapultuje mnie na granice inwersji. Przeskakuje w kierunku przełeczy Fernpass. Od czasu do czasu przez radio słysze komunikaty Wojtka. Wiem, że jest 6km przede mną jednak nie mogę go wypatrzeć. W dolinie Inn-u noszenia są porwane przez wiatr dolinny a niska podstawa praktycznie nie pozwala na lot "górą" i od czasu do czasu pakuję się w zbocze by znaleźć noszenie. W takich momentach, mając pod sobą pionowe sciany skalne, niezwykle się cieszę, że lece na bezpiecznym DHV-2. Wiem, że glajt tej klasy, nawet po solidnym poskładaniu przez turbulencje nie wejdzie łatwo w kaskadę klap czy zawiąże się na supeł. Zachowując stosowny dystans, mam przekonanie, że pomimo bliskości zbocza mam przestrzeń na co najmniej jedną "atrakcję". Atrakcji tym razem nie było wcale. Może turbulencja była łaskawa, chociaż bardziej bym to przypisywał usilnemu "machaniu łapkami", które pilnie ćwiczyłem w każdej chwili lotu. (...latanie jest w zasadzie banalnie proste: trzeba tylko w odpowiednich momentach pociagać właściwe sznunrki... )

Dolatując do miejscowości Landeck usłyszalem w radiu Wojtka, który próbował się przebić przez pasmo Venet do doliny Oberinntal, o zdmuchniętej termice i jego rozpaczliwej pozycji w parterze. Gdy doleciałem do punktu zwrotnego nad "Augsburger Hutte", Wojtkowi udało się już odzyskać część utraconej wysokości, lecz w dalszym ciągu nie mógł "odbić" się pod podstawę. Decyduję się na przeskok i jestem jakies 400m nad Wojtkiem. Ze zdumieniem zauważam, że stoi on w noszeniu pod wiart do stoku! Cos tu nie gra. Wyglądało jakby powietrze spływalo z zasnieżonych gór i napotykając wiatr dolinny uderzało do góry. Jedyne co mi przyszło do głowy to nadac mu komunikat o zmianie planu z przelotu docelowego do St Moritz na trasę zamknięta. Bez wykręcenia się skaczemy spowrotem na połnocną stronę doliny. Wpadamy w zasięg wiatru dolinnego i w bardzo poszarpanym noszeniu mozolnie drapiemy się w górę. Powyżej grani jest lepiej, silny komin pokazuje nam przelatująca lotnia i "na dziada" przebijamy sie powyżej inwersji. Jasne było, że powrot pod wiatr w dolinie Inn-u grarniczy z cudem.

Z trzech tysięcy kiwając się w coraz silniejszym "wmordewindzie" pakujemy się razem na "żeberko ostaniej nadziei" tuż przed miejscowością Imst. Nadzieja przyszła. "...tylko czemu tak niekulturalnie..." myślę sobie, gdy glajt raz po raz nurkuje wyskakując ze "zbyt wąskiej piątki". W takich warunkach krążenie stabilo w stabilo przestaje być zabawne więc robię jedno szersze kółko i Wojtek już jest bezpiecznie wyżej ode mnie. Ponownie koncentuję się na tym samym noszeniu i po kilku "nieprzyjemnościach" decyduję się wskoczyć za Wojtkiem na nawietrzną stronę zbocza. Żeberko po żeberku, kręcąc razem kominy dolatujemy na południową stronę Fernpass. Czeka nas długi przeskok więc kręcimy komin do końca. Po chwili kręcenia w zerku na ok. 3100m przychodzi lepsza faza i okazuję się, że osiągam 3500. Ostra warstwa inwersji jest poniżej mnie a przede mną roztacza się bajeczny widok na Inntal, któremu kolorów nadaje będące nisko słońce. Nawiązujemy z Wojtkiem krótką łaczność radiową dotyczącą taktyki przeskoku przez Fernpass. Są dwie możliwości: wschodnią częścią doliny, która jest nawietrzna i skąd przylecieliśmy, albo przez górę Wannig w nasłonecznionych zawietrznych. Argument ze słońcem przeważa szalę i decydujemy sie pakować w zawietrzne. Na pułapie 3500m praktycznie nie ma wiatru i pędzimy w kierunku Wannig-u. Tam czeka nas miła niespodzianka - jest noszenie.

Pojedynek z Zugspitzą

Dokręcamy i pod lekki wiatr prujemy na speedach w kierunku Zugspitze. Ja dochodzę trochę wyżej od Wojtka i jeszcze daleko od dwukilometrowej zachodniej sciany łapie stabilną trójke do góry. Kręcę. Na 2800m noszenie wypluwa mnie. Zwykle w takiej sytuacji wracam według gps-a na miejsce w którym kręciłem i odnajduję komin. Tym razem kuszę sie widokiem budującego sie cumulusa nad Zugspitzą i lecę w jego kierunku. Zostaje to surowa ukarane i w solidnym duszeniu, po utracie tysiąca metrów wracam potulnie do tego samego komina. Tym razem nie jest to "trójka", tylko mizerna jedynka. Brakuje mi 1200m by przeskoczyć w kierunku Garmisch a czas biegnie nieubładanie. Wojtek, w obawie przed silnym wiatrem czołowym z Garmisch, rzucił się z wiatrem w kierunku Reutte by uzyskać jak najwiekszą ilość kilometrów do OLC. Z zachodnią scianą Zugspitze miałem stare porachunki. Trzy lata temu spłukała mnie przy próbie wykręcenia się. Albo ona albo ja. Zrezygnowalem z dodatkowych kilometrow i postanowiłem przebić się przez Zugspitze do Garmisch. To niewiele ponad 10km, ale pod silny wiatr. Wiedziałem, że muszę wykręcić się grubo powyżej szczytu, by mieć jakaś szanse na dolot, czy nawet na lądowanie poza pieciokilometrowym pasmem lasu. Zmagania trwaly godzinę i o szóstej wieczorem Zugspizte wydała z siebie ostatnie termiczne tchnienie (5m/s), które nie tylko wyniosło mnie na 3200m, ale i pchnęło z prędkością prawie 60km/h poprzez jej szczyt (tak, też się zastanawiam jak to zadziałało). Tam, niestety, dopadł mnie wschodni wiatr z Garmisch. Szczęśliwie wysokości wystarczyło na tyle, by po dwudziestu minutach szybowania na "pełnej beli" delikatnie wylądować na ostatniej lące przed dworcem kolejowym w Garmisch. Spakowalem się i pomyślałem, że fajnie by było się dowiedzieć czy mam jeszcze jakis autobus pod kolejke w Oberammergau. GPRS, jakże genialny wynalazek, kilka chwil klikania w komórke i wap.bahn.de daje mi odpowdziedź: bus za 15 minut z dworca ;-).

Zakończenie

Marcin and Tattoo Po siedmiu godzinach trudnego lotu przy stłumionej przez inwersję termice i czasami nieprzyjemnie silnej turbulencji przeleciałem płaski trójkąt 125km. Po raz pierwszy udało mi się polecieć praktycznie całą trasę z Wojtkiem. Niestety w ciągu tych siedmiu godzin nie znalazłem pięciu minut by wyjąć kamere i nakręcić choć jedno ujęcie.

TransAlp MTB
User Rating: / 0
PoorBest 
Tuesday, 11 October 2005
Ride across the Alps from North to South. This time the challenge is reduced to an absolute minimum - just a weekend. We started in Silz, about 40km east from Innsbruck. The goal was to get up on 1400m inside Oetztal and stay overnight there. So we did. Later the afternoon we found a place in Zwieselstein. Next morning at 7:30am the climb to Timmelsjoch began... then Timmelsjoch and 2200m downhill. On the way back
we also went down the Brenner so this was 3km-down-day ;-)
"Ania in the valley Otz"


The full gallery is here.

Download full movie in Divx 67Mb
Mgla
User Rating: / 2
PoorBest 
Sunday, 04 September 2005
MgłaW górach piękna pogoda a na 20km przedgórzu uformowała się warstwa wysokiej mgły. Wiał typowy połnocny wiatr, który bezustannie pompowal mgłe w głąb alpejskich dolin, gdzie suche powietrze powodowało magiczne rozpływanie przelewającej się rzeki mleka. Od czasu do czasu mgła zwycieżała i zapełniała jedną czy dwie doliny, jednak chwilę pózniej cofała się na swoją poprzednią pozycję. Zapraszam do galerii.
Site powered By Limbo CMS designed by MK